Race Around Austria 2016 – odc. 14 – Ostatnia noc jest zawsze najtrudniejsza

Race Around Austria 2016, Wyścigi
29 paź 2017 01:10

Ten odcinek jest tak trudny dla załogi, że nie mogę go zilustrować choćby jedną fotą. Nie mieli czasu ani siły na zdjęcia. Poza tym od 3 godzin jest ciemno. Ruszamy o 23-ej z 1880 kilometrami na liczniku. Za nami ponad 100 godzin jazdy. W pacecarze Jarek, Jacek i ktoś trzeci. Jest lekko ponad 500m npm i lecimy sobie bardzo łagodnie w dół. Po 2 godzinach mijamy Kufstein.

O 1:40 zaczyna się podjazd o śr. nachyleniu 3%. To dobrze, spać się nie będzie chciało. Najgorzej pod tym względem jest właśnie na zjeździe. Kiedy trzeba przycisnąć, serce bije szybciej i organizm jest pobudzony. Chociaż w tej fazie wyścigu, pobudzony oznacza zaledwie 110-125 uderzeń na podjeździe, co normalnie jest u mnie w dolnych obszrach strefy regeneracji, czyli wtedy gdy kręcę „luźną nogą”.

Podjazd po pół godzinie się kończy i znowu jest lekki zjazd. Koło 3:00 niepokoi mnie cisza w słuchawkach i obawiam się, czy chłopaki nie zasypiają za kółkiem. Wzywam ich, ale bez reakcji, więc staję żeby rozruszać siebie i ich. Pomogło. Zaczynają do mnie mówić. Jedziemy dalej. Na szczęście przez kolejną godzinę mamy lekki 1-2% podjazd. Kończę go na 800m npm. Temperatura spada do 6 stopni.

Zjeżdżamy z tej górki. Robi mi się naprawdę zimno. Wiem, że niedługo postój a potem ostro pod górkę, więc próbuję wytrzymać bez przebierania, które zawsze kradnie dużo czasu. Założenie kolejnej warstwy na mokre ciało i ciuchy nie jest dobrym pomysłem. Na zjeździe i tak będzie zimno od środka a wierzchnia warstwa zapoci się od mokrych ubrań. Najlepiej zdjąć wszystkie mokre ciuchy i wymienić na suche. A to trwa cenne minuty.

Ostatnie 11 kilometrów zajmuje mi prawie pół godziny. O 4:30 w okolicach Lofer widzę kamper i zatrzymuję się za nim. Schodzę z roweru i….!!!!!!! Potworny ból przeszywa mi ścięgno Achillesa, kiedy lewa noga podczas ruchu do przodu, przesuwa ciężar na palce odrywając piętę od podłoża. Chodzenie sprawia mi duży ból właśnie w fazie odrywania pięty.

Chłopaki pomagają mi wejść do kampera. Tam niespodzianka, bo druga ekipa także już mocno zmęczona, pospała się i nie jest w gotowości. Jednak zespół potrafi się zebrać w kilka sekund i już mam zamrażaną sprejem nogę a do ust ktoś wkłada mi widelcem makaron. Taki team to skarb!

Ja cały czas myślę o tej pięcie. Przede mną ostatni, ale za to wielki, sztywny podjazd. Jak ja tam wjadę i czy w ogóle? 3 lata wcześniej też miałem problemy – wtedy z karkiem – i jechałem tą górę tak:
https://tinyurl.com/ycfjraws

Do mety w sumie 150 kilometrów. Nie pamiętam, czy spałem na tej przerwie. Chyba nie. Nawet nie zmieniłem ubrania, bo przecież zaraz podjazd. W sierpniu Słońce wschodzi o 6-ej, więc do świtu jeszcze ponad godzina. Zobaczymy, co przyniesie ostatni dzień….

Zobacz również

  • Manaslu Outdoor, czyli ultra-testowanie kremówManaslu Outdoor, czyli ultra-testowanie kremów Manaslu to nazwa ósmego co do wysokości szczytu na Ziemi, ale nie tylko. Ostatnio miałem okazję testować kremy ochronne Manaslu Outdoor. Stworzone przez polską firmę. Przeznaczone m.in. […]
  • Trening 48h w górachTrening 48h w górach W sobotę tydzień temu na treningu zaliczyłem szlify. Żebra bolą i coś strzyka. RTG i USG nic nie wykazały, więc we wtorek podjąłem decyzję, że jedziemy na planowany długo wcześniej trening […]
  • Relacja Remka z RAAM 2014 (w 64 słowach)Relacja Remka z RAAM 2014 (w 64 słowach) Na pomysł RAAM wpadłem w 2006. Mój maksymalny dystans wynosił 120 km. Stworzyłem plan, żeby co roku zwiększać dystans średnio o 50%. Rok później Jura Maraton (191), potem Pętla Drawska […]
  • 256 słów o RAAM256 słów o RAAM Do Kalifornii przybyliśmy tydzień przed wyścigiem. Piękne dni dla mnie. Pilnował mnie trener mentalny – Michał. Nie odstępował mnie na krok. Wypoczynek, regeneracja, masaże, rozciąganie, […]